W stronę tradycji

Umiłowanie liturgii, troska o nią, chęć poznania Mszy świętych ludzi Kościoła zaprowadziły nas ostatnio na Ogólnopolskie Spotkanie Wiernych Tradycji Łacińskiej – Tradicamp w Rzędkowicach. Byliśmy tam od 3 do 10 lipca.

Przy okazji recenzji książki „Życie na pełnej petardzie” wspomniałam Wam, że mój mąż interesuje się Mszą Świętą w starym rycie i to on był inicjatorem naszego wyjazdu.

Muszę się przyznać, że choć na Mszy z częściami stałymi po łacinie byłam, to jednak we Mszy Trydenckiej uczestniczyłam pierwszy raz.

tradicamp

Jakie były moje wrażenia? Ratunku! Nie znam postaw! A można było poczytać mężowskie książki przed wyjazdem, tyle tego ma… Że też wcześniej na to nie wpadłam.

Z odpowiedziami jakoś sobie radziłam, bo albo je znam (kilka lat  nauki łaciny i trochę porządnych szkół liturgii i modlitwy w ramach formacji Ruchu Światło –Życie), albo był przygotowany śpiewnik 😉

 tradicamp

Do tego od pierwszej Eucharystii dzieciaki dały popis swoich wszystkich najgorszych możliwości. Normalnie delikwentów wyprowadzam z kościoła i za pierwszym razem tak robiłam, potem w rozmowie  ksiądz kapelan zapewnił, że dzieci kapłanom na mszach trydenckich  nie przeszkadzają do czasu, aż za obrus  nie ciągają, bo na starej Mszy kapłan jest bardziej skupiony (więcej o mszy świętej z dzieckiem tu i tu).

tradicamp

A właśnie, ksiądz kapelan… Właściwy człowiek na właściwym miejscu. Człowiek nie tylko pełen wiedzy, ale i pasji do tego, co robi  i czego uczy. Do tego niezwykle skromny i sympatyczny.

Podczas Tradicampu poznałam kilka Mszy wotywnych.. Były stare pieśni, był chorał gregoriański. Uroczyste procesje… Piotruś za każdym razem próbował zdmuchnąć świeczki ministrantom przechodzącym obok. Bezskutecznie. Kiedy przystępujemy do Komunii nawołuje też niam, ale na razie mu mówię tajemnicze „jak będziesz duży”, choć w duszy chciałabym, by jak najwcześniej przyjmował Ciało Pana (kilk).

tradicamp

Choć spotkania  Tradicamp oficjalnie nie są rekolekcjami, jest to naprawdę Boże spotkanie. Program dnia przewidywał oprócz Eucharystii Godzinki, Anioł Pański i Nieszpory, a dla zainteresowanych warsztaty chorałowe lub ministrantury. W piątek byliśmy na krótkiej pieszej pielgrzymce, w sobotę podczas Kany Rzędkowickiej świętowaliśmy rocznicę uchwalenia Motu Propio. Do tego codzienne dwukrotne spotkania integracyjne w luźniejszej atmosferze, gdzie naprawdę były interesujące rozmowy dotyczące Kościoła i jego nauki (po Mszy, na luzie – przy kawie herbacie i „nadzwyczajnym ciachu”, a wieczorem „bez kadzidła”, za to moderowane przez kapłana – przy ognisku). Dużo było mowy o związkach i małżeństwach niesakramentalnych. Dyskusje czasami były bardzo gorące! Ksiądz jednak zaznaczał, że zawsze w trosce o zbawienie czyjejś duszy, warto napominać. Z tego miejsca Ciociu, drogie koleżanki, apeluję do Was o powrót do chrześcijańskich wartości! Pojawiły się pytania o miejsce takich par w kościele (wspólnota Sychar, duszpasterstwo małżeństw niesakramentalnych) teraz i w przyszłości.tradicamptradicamptradicamptradicamptradicamp

Była mowa o Wczesnej Komunii Świętej. Dziękuję Liliannie, że podzieliła się swoim doświadczeniem w tym zakresie. Iwona gorąco namawiała mnie na edukację domową. Mam w tej chwili taki mętlik w głowie w tym zakresie!

Uczestnicy byli w różnym wieku, z reguły członkowie duszpasterstw tradycji katolickiej. Przyjechała młodzież, przyjechali dorośli i całe (bywa, że i wielodzietne) rodziny. O wielu rzeczach dowiedziałam się pierwszy raz, ale i nasze głosy (moje i latoroślowego taty) były przyjęte z entuzjazmem. Mieliśmy okazję dać świadectwo o Krucjacie Wyzwolenia Człowieka i kilka osób nam za te słowa dziękowało. Daliśmy świadectwo o narodzinach dziecka naszego znajomego małżeństwa, gdzie tytuły profesorskie zmuszały matkę do aborcji, a dzidzia urodziła się cała i zdrowa, mama przeżyła i  teraz wygląda kwitnąco (klik), mówiliśmy też o postawie naszego kolegi, który przeciwstawił się nieuczciwości w swojej pracy, postawił wszystko na jedną kartę, zaryzykował jej utratę, a wywalczył dobro.

Latoroślowy tata wspominał o ciekawej myśli z książki, którą niedawno czytał. Wiadomo, w historii papiestwa byli i papieże, którzy delikatnie mówiąc nie byli przykładem moralnym. Wiadomo, nikt nie jest bez grzechu, ale niektórzy te grzechy mają niewątpliwe. Ale kim my jesteśmy, by to oceniać, gdy sam Jezus na swojego następcę wybrał Piotra, który przecież trzykrotnie się Go zaparł.

 tradicamp

W czasie Tradicampu księża wygłosili kilka nauk, jedna z nich bardzo mi pomogła. Szkoda, że od niej nie zaczęło się spotkanie. Kapłan w homilii mówił o tym, ze msza jest przede wszystkim Ofiarą Chrystusa i jeśli nie rozumiemy Mszy, po prostu adorujmy Chrystusa w Jego męce. Wiadomo, że liturgia jest niepojęta.

Tradicamp zbiegł się w czasie z propozycją kard. Saraha o sprawowaniu Eucharystii ad orientem. Osobiście posłuszna nauczaniu Kościoła przyjmę Jego wytyczne.

Z wyjazdu skorzystały też nasze dzieci. Na Tradicampie miały swoich rówieśników do zabawy, starsze dzieci też chętnie (i z własnej woli) opiekowały się Latoroślami. Piłka, piaskownica, dziecięce ganianie…. Dziękuję zwłaszcza Ricie za opiekę nad Kasią i Piotrkowi za opiekę nad Piotrusiem. Nieskromnie powiem, że Piotruś był maskotką obozowiska 😉

Plan dnia pozwalał na liczne gry sportowe i zabawy plenerowe. Latoroślowy tata grał m.in. w piłkę nożną. Zastanawialiśmy się nad grą terenową, ale ostatecznie wybraliśmy intensywne zwiedzanie okolicy (o tym wkrótce), pielgrzymki do miejsc najbliższych (w przygotowaniu) lub … leżenie plackiem pod gruszą 😉

tradicamptradicamp

Kolejny raz okazuje się, że świat jest mały. Poznałam sąsiadów moich rodziców i syna kucharki parafii, w której się wychowywałam 😉

Do domu wróciliśmy zadowoleni i zaproszeni na Tradiclaramontanę – pielgrzymkę na Jasną Górę. Kto wie?

  • http://sledztezpies.blogspot.com marieanne

    Czuję się napomniana 😉 tylko w tym calym napominaniu (którego doświadczałam przed ślubem i którego zdarza mi się dalej doświadczać, choc już rzadko) brakuje dla mnie jednego: odpowiedzi na pytanie “co dalej”. Wbrew pozorom nie wszystko jest czarne albo białe 😉

    • Joanna Gliniecka

      Aniu, oczywiście życie jest naprawdę zawiłe. Są jednak drogi na wyprostowanie go. Nie znam dokładnie Waszej sytuacji czy istnieją przeszkody do zawarcia sakramentu. Jeśli ich nie ma – z łask warto,a nawet należy korzystać.

  • http://okiemsary.wordpress.com Anna

    Proszę, nie odbieraj tego komentarza stricte personalnie. Jest to moja reakcja na zjawisko tradycjonalizmu w ogóle. Bo rodzi się we mnie bunt, kiedy czytam: “Wiadomo, że liturgia jest niepojęta.”
    Lubię łacinę, lubię chorał, lubię piękne wnętrza kościelne, nie chodzę w negliżu do kościoła, a jednak uważam, że Eucharystia jest misterium (fakt), ale ma znaki zrozumiałe tak jak np. łamanie chleba.
    Daleko jestem od tradycjonalistów, krocząc Drogą Neokatechumenalną. Jednocześnie czuję się blisko Kościoła Pierwotnego, jego źródło – żydowska Pascha spożyta przez Jezusa w Wieczerniku z uczniami – jest właśnie tym dobrze nam znanym “to czyńcie na moją pamiątkę”. I nie ma nic piękniejszego, niż być blisko stołu – ołtarza i widzieć ręce kapłana łamiące (prawdziwy!) chleb, otrzymywać tak samo słodkie wino, jakie pił sam Pan Jezus (w sensie, że słodkie wg tradycji paschalnej) i … (reasumując, bo nie chcę, żeby mój komentarz dorównał długości Twojemu tekstowi) sądzę, że to piękne zjawisko – (nadal) obecność Mszy Trydenckich w Kościele, ale tak w ramach doświadczenia tradycji i jej ewolucji, jest to także wspaniała możliwość dla osób, którym potrzeba takiego charyzmatu. Jednak boli mnie odrzucanie przez zwolenników tegoż rytu nowych wspólnot, bliskości człowieka z Panem Bogiem (chociażby poprzez język ojczysty) i ogołocenia Mszy Świętej z “tajemniczej atmosfery” (jak to mawiają Ci moi znajomi, którzy na te Msze chodzą). I choć w wielu sprawach z o. Szustakiem się nie zgadzam, to zgodzić się muszę ze stwierdzeniem, że tradycjonaliści są dużym zagrożeniem dla Kościoła.

    • Adam Guzowski

      Wiem, że tradycjonaliści nie przepadają za neonami i nie wiem dlaczego. Niewiele wiem o Neokatechumenacie, w swoim życiu spotkałem ze trzy osoby z tego ruchu i zrobiły na mnie bardzo pozytywne wrażenie jeśli chodzi o formację teologiczną oraz duchową. Ale jakoś nie przekonuje mnie wiara neonów, że ich liturgia jest bliska liturgii pierwszych chrześcijan, bo trudno o jakiekolwiek ku temu podstawy. Aby zweryfikować te twierdzenia należałoby raczej porównać Waszą liturgię z liturgiami kościołów przedchaledońskich, w szczególności Kościołów Ormiańskich. Armenia bowiem przyjęła chrzest oficjalnie w roku 301 stając się w ten sposób pierwszych chrześcijańskim państwem. Można zapewne przyjąć, że ryt liturgiczny powstał kilkadziesiąt lat wcześniej. Później, Armenia dość szybko odpadła od głównego nurtu Kościoła. Nie tylko prawnie, ale również geograficznie, gdyż otoczona została ze wszystkich stron narodami niechrześcijańskimi. W ten sposób Ormianie mieli bardzo słaby kontakt zarówno z Rzymem jak i Konstantynopolem i żadem z tych ośrodków nie miał na nich większego wpływu. Przynajmniej przez … 900 lat. Dlatego ich teologia oraz liturgia zachowały sporą czystość i wolność od zewnętrznych naleciałości czy to liturgicznych czy to doktrynalnych.
      A jednak w 1435 roku możliwa stała się unia Armenii i to z Rzymem. Dlatego moim zdaniem jeżeli chcemy pokusić się na odtworzenie wiary i liturgii pierwszych chrześcijan powinniśmy zgłębiać tajniki Kościołów Ormiańskich, zarówno katolickiego jak i apostolskiego. Potwierdza to ks. Isakowicz-Zaleski, najbardziej znany duszpasterz ormiańskokatolicki w Polsce, który w wywiadzie z T. Terlikowskim ,,Chodzi mi tylko o prawdę” – na bodajże stronie 140 pytany o porównania Mszy Ormiańskiej z Rzymską przyznał, że bardziej przypomina ona Mszę Klasyczną niż NOM. Powiedział również, że historycy pragnący poznać zwyczaje liturgiczne z czasów apostolsko patrystycznych zaczynają badania od poznania liturgii Ormian. O ile wiem Kościół Ormiańskokatolicki ma ostatnio w swoich szeregach jeszcze jedną ,,perełkę ludzką” mianowicie proboszcza parafii warszawskiej, którym jest ks. Józef Naumowicz. Wielki znawca chrześcijańskiej starożytności, autor wstępu do ,,Filokaliów”, znawca tematyki Ojców Pustyni. Pewnie więc i klimatów maronickich i koptyjskich.
      Dlatego, jeżeli zwolennicy czy to liturgii Neokatechumenatu, czy Trydentu czy NOMu chcą dowiedzieć się, na ile ich obrządek jest starożytny powinni porównania prowadzić względem obrządków przedchalcedońskich, w szczególności ormiańskiego.
      A jeśli chodzi o judaizm, to skojarzenia z synagogą budzą u mnie cerkwie.

      Odnosząc się zaś do tezy, że tradycjonaliści są zagrożeniem dla Kościoła (odziedziczyli ten zaszczytny tytuł po ,,moherowych beretach”), to powiem, że po ostatnim Tradicampie jestem bardzo zbudowany. Bo podczas imprezy zdecydowanie dominowały poglądy umiarkowane, dalekie od wojowniczego przypisywania sobie monopolu na katolicyzm. Fakt, że duże (i niestety słuszne ) niepokoje budzi adhortacja Amortis Letitio oraz dymisja kard. Mullera, ale nie spotkałem się z jakimś zacietrzewieniem. Ktoś może oczywiście zadać pytanie o reprezentatywność uczestników, bo ilościowo tego roczny Tradicamp był raczej porażką. Z wyjątkiem ostatniego dnia zgromadził zaledwie nieco ponad 50 osób. Jednak jakościowo można powiedzieć, że była to elita ruchu, gdyż ponad połowa to osoby bądź śpiewające w chórach bądź ministranci. A zatem osoby zaangażowane i mające bezpośredni kontakt z duszpasterzami. Można zatem powiedzieć, że ich głos pozwala sądować idolologiczną ewolucję środowiska i że raczej dominuje sympatia ku umiarkowanemu Bractwu św. Piotra niż dość radykalnemu Instytutowi Dobrego Pasterza.

      Tyle moich refleksji.

Close
Please support the site
By clicking any of these buttons you help our site to get better