Jak można zawieść się na Disneyu?

Mam piękne wspomnienia z dzieciństwa. Jednym z nich jest czytanie książek z rodzicami i wspólne oglądanie bajek z tatą w każdą niedzielę wieczorem. Oglądaliśmy w telewizji a to Donalda, a to Gumisie, a to Kubusia Puchatka. To były czasy, taka dobranocka! „101 Dalmatyńczyków” na pożyczonej kasecie video  oglądałam z niesamowitymi emocjami niezliczoną ilość razy, a mój ulubiony fragment to ten, gdzie Pongo robi casting na towarzyszki dla siebie i swojego Pana i przez okno je ocenia jakby to były kandydatki bura matrymonialnego. Za stara … za brzydka … 😉

Pamiętam tłok w kinie na ekranizacji „Króla lwa”. Disneyland to niezrealizowane do tej pory moje marzenie z dzieciństwa. Oczywistym jest, że Zawsze lubiłam bajki Disneya.

Ceniłam i cenię wytwórnię Disney za piękne kreskówki, animację, fabułę. Nic dziwnego, że Kasi czasem kupuję maskotki z licencją Disneya, pościel czy ubranka. Oczywiście w umiarze. Kupujemy i wypożyczamy książki.IMG_7613IMG_7614

Od kiedy jednak przeczytałam (część) „100 bajek dla dziewczynek” wyd. Egmont, całkowicie zmieniłam zdanie o bajkach Disneya. Książkę kupiłam na wyprzedaży w sklepie internetowym, nie czytałam wcześniej opinii konsumenckich. Czytam, czytam i oczom nie wierzę. Przemycanie to tu, to tam, zła, czarnej magii, voo doo i diabelstwa. Mówiąc wprost – szatana. Nie dałam rady czytać tego dziecku na dobranoc!IMG_1039

Dowody? Proszę bardzo: zła wróżka ze Śpiącej Królewny to Diabolina (w sumie można przy tej okazji porozmawiać od kogo pochodzi zło), kot Kopciuszka nazywa się Lucyfer (można mu zmienić imię). IMG_7619IMG_1027

"Księżniczka i żaba" to już (mówiąc potocznie) przegięcie na całego. Wróżby z kart, podejrzane maski, hipnoza i prawdziwe voo doo. Oto potwierdzenie:voo doo IMG_1035

Chcę być dobrze zrozumiana. Nie jestem przeciw Disneyowi. Uważam, że dziecko powinno poznawać świat baśni. To buduje i rozwija jego wyobraźnię. Powinno poznawać, że istnieje dobro i zło, więc źli bohaterowie są w książkach wskazani. Ale promocji i przemycania satanizmu i okultyzmu do świata moich dzieci nie przyjmuję.

 

 

  • Mateusz
  • Mariusz Klimek

    Z tą Diaboliną to można uznać za relatywne wierne tłumaczenie. Skoro bohaterka nazywa się Maleficent, co ma się wywodzić od malefica (łac. czarownica). Sam wyraz jest rodzajem żeńskim od słowa maleficus (kryminalista, czyniący zło) od czasownika malefacio “czynić zło, krzywdzić” (thanks, Google). Zresztą to czarny charakter, musi się nazywać diabolicznie :-)

  • http://www.niebieskistoliczek.pl/ Niebieski Stoliczek

    Ja zdecydowanie wolę Disneya w wersji na ekranie niż na kartkach papieru. te książki nigdy nie mają magii filmu. Nie sądziłam, że kiedykolwiek to napiszę.

Close
Please support the site
By clicking any of these buttons you help our site to get better