Pozwól swojemu dziecku marzyć

Rekolekcje z o. Adamem Szustakiem przyniosły dodatkowy owoc w postaci bardzo inspirującej, choć z pozoru zwykłej rozmowy.

Wracałam z Kasią (tym razem koleżanką Kasią) do domu. Rozmawiamy… Powiedziała mi wtedy bardzo mądre słowa, choć dzieliła się swoimi codziennymi dzieciowymi spostrzeżeniami, a potem mnie naszły różne refleksje. Jej dzieci są ciut starsze od moich, więc niektóre kwestie są dla mnie odkrywcze, bo są przede mną.

Otóż dziecko potrzebuje marzyć. Opowiadała o spostrzeżeniach innych mam, że dzieci np. z niektórych rzeczy wcale się nie cieszą, bo mają ich za dużo (np. wymyślnej rozrywki). Są przesycone, nadmiar bodźców. Osobiście nie znam tego uczucia, bo moje dzieci dużo czasu spędzają w domu (szeroko rozumianym, łącznie z placem zabaw i spacerem więc każda odmiana jest atrakcyjna. Zadzwonił mi gdzieś dzwonek z tyłu głowy, SŁUCHAJ potrzeb dziecka. Uff… dziś mam bilans całkiem przyzwoity… byłyśmy w cyrku (wygrane bilety) i zafundowałam Kasi na jazdę na kucyku (dlaczego nie wybrała wielbłąda?).  Jednocześnie nie kupiłyśmy świecidełek, choć mogłabym zasponsorować, ale wychodząc z założenia, że niedługo czekają nas kolejne atrakcje (Makieta City - wystawa makiet kolejowych, pamiętajcie o konkursie, szczegóły tu), więc stwierdziłam, że starczy. Dziecko nie może mieć wszystkiego, nie może mieć gwiazdki z nieba, bo wtedy obedrzemy je z bardzo ważnej  kwestii - strefy marzeń.

Przypomniałam dobie siebie 25 lat temu… Czasy były inne. Miałam DWA katalogi Mattel. Lalki jak z bajki, mówię Wam. Oczywiście do dziś pamiętam Barbie i Kena w strojach ślubnych i jak do nich wzdychałam… Nikt mi takich Barbie nie mógł sprawić, miałam inne. Ale te lalki z katalogu były marzeniem.

Wracając do rozmowy z Kasią, doszłyśmy do wniosku, że nie warto choćbyśmy nawet miały na to środki, by dawać dziecku wszystko. Ono naprawdę potrzebuje marzyć o drobnostkach. Malutkich rzeczach. Kasia wspomniała, że jej dziecko lubi dostawać prezenty. Nie muszą być wielkiego pokroju.  Cieszą je zwykłe razem budowane samochody z klocków Lego i powiedzenie: proszę, zbudowałam go dla Ciebie. Albo deser wyjęty z lodówki pełen miłości matczynej.

Moje dzieci natomiast lubią oglądać świnkę Peppę. Wiadomo, kałuże. I po dłuuugim siedzeniu w domu z racji wielkich opadów, kiedy nastało przejaśnienie, spełniłam jedno z ich marzeń. Poszliśmy na podwórko na zabawy w kałuży. Wrócili mokrzy! Ale zadowoleni i szczęśliwi. Spełnianie marzeń nie musi kosztować!

 IMG_4514 IMG_4536 IMG_4542 IMG_4554 IMG_4568 IMG_4602 IMG_4614 IMG_4615 IMG_4619 IMG_4621 IMG_4629 IMG_4630 IMG_4631

  • http://sledztezpies.blogspot.com marieanne

    Ze wszystkim się zgadzam… tylko ta wzmianka o cyrku mnie zabolała, o zdjęciu na kucyku, zdziwienie, czemu nie na wielbładzie… przepraszam, ale dla mnie cyrk ze zwierzętami to zwykłe zwyrodnialstwo i na pewno nie coś, co moim zdaniem dzieci powinne oglądac i w czym powinne uczestniczyc.

Close
Please support the site
By clicking any of these buttons you help our site to get better