Wielokuchnia – smacznie, szybko i prosto

W samą porę! Nadchodzą Święta i Sylwester – w moim przypadku okres wzmożonego gotowania w dużych porcjach. Menu jeszcze nie ustaliłam i choć przepisów mam jak stąd do kosmosu (staram się, by nigdy na imprezach się nie powtarzały), to  chyba będę szukać inspiracji w nowozakupionej książce "Wielokuchnia".

Krytykiem kulinarnym nie jestem, recenzentem książek kulinarnych też nie. Więc poczytajcie co zwykła matka myśli o książce kucharskiej innej (nie tylko) zwykłej matki.

Znacie Agatę Puścikowską z Gościa Niedzielnego? To jedna z moich ulubionych redaktorek (i redaktorów razem wziętych) tego tygodnika. Może dlatego, że pisze o sprawach rodziny i społeczeństwa, a ja jako socjolog takimi tematami się szczególnie interesuję. Dodatkowo, jak widać, Agata Puścikowska pisze książki. Czytałam jej rozważania „I co my z tego mamy” (muszę Wam kiedyś opowiedzieć o tej pozycji). Teraz jednak kwestia gotowania. Autorka wie, co pisze, bo jest przecież żywym praktykiem, mając tyle brzuszków do wykarmienia. W kuchni jest zwykłą gospodynią – zwykłą, czyli nie boginią kulinarną, która godzinami pieczołowicie układa i dekoruje, ale taką kobietą, która gotuje na co dzień, bardzo smacznie, szybko, z łatwo dostępnych składników. Robi to dobrze ( do tego potrzeba wg niej: odwagi, luzu i wyobraźni) i lubi to, co robi,  jest za to przez innych chwalona (ile nas łączy! – podpisuję się pod jej słowami – „prawdziwa kuchnia powinna być smaczna, ale przede wszystkim normalna”). Przyznałam się Wam, że szukam rad, jak tanio, smacznie i zdrowo gotować i tego się po tej książce oczekiwałam. Przepisy A. Puścikowskiej to przede wszystkim receptury  z serca, przygotowane ze zdrowym rozsądkiem, do zastosowania od zaraz. W jej kuchni często „pomagają” dzieci. Skąd ja to znam? Ale akceptuję to i się z tego cieszę – tak się przekazuje miłość.IMG_3089 IMG_3090 IMG_3092 IMG_3096

Co wyróżnia książkę? Udało jej się stworzyć „dziełko niezbyt poważne oraz mocno kulinarnie wyluzowane”. Tak jest. To polaczenie babskiego czytadła i książki kucharskiej. Kiedy dowiedziałam się, że w książce nie ma fotografii potraw, miałam wyobrażenie książki na szarym (może makulaturowym) papierze. Kiedy przyszła, byłam pozytywnie rozczarowana. Ma bialuśkie kartki przeplatane dużą dozą pomarańczowych wstawek w nazewnictwie rozdziałów czy ramkach. Treść ułożona jest w kolejności alfabetycznej od a jak apetyt do z jak zupy. Każdy rozdział zaczyna się wyznaniami autorki. Bardzo prywatne i budujące bliskość z czytelnikiem. Historia przeradza się w sposób wykonania i tu mały minus, o ile składniki przepisu są od razu widoczne, to właśnie sposób przyrządzenia zlewa się z tekstem. Przypuszczam, że kiedy będę korzystać z książki będę ją musiała trochę spersonalizować (ołówek, podkreślaki i zakładki, by po prostu z łatwością zerknąć tam okiem w czasie gotowania)

IMG_3095

Autorka wspomina gotowanie swojej babci. Chyba mamy tę samą babcię, bo mojej kuchnia też pachniała szarlotką, krupnikiem i galaretą (ale nie z nóżek). W książce nie zabraknie też filozofii w stylu „być czy nie być?”. Mianowicie dieta czy deser, oto jest pytanie 😉

Uwaga rodzice niejadków, przy okazji literki „F jak fuj” autorka dzieli się swoją recepta na skuteczną walkę z niejedzeniem dziecka niejadka i w gratisie przepis na zupę Shrekową. Na końcu każdego rozdziału jest miejsce na własne notatki. To miłe, ale nie niezbędne – proponowana ilość miejsca jest za mała, by zrobić w niej prywatny przepiśnik. Na koniec – 10 rad gotowania.

P.S. Panie i Panowie! Ta książka to dobra propozycja prezentowa dla każdej ciepłej kobiety. Nowość wydawnicza, więc na pewno jej jeszcze nie ma.

  • mint with raspberry

    A to ciekawe, że nie ma zdjęć potraw, ale może to i dobrze bo często robiąc potrawę z książki gdzie z góry mamy narzucone jak ma wyglądać zazwyczaj moje danie nie wygląda tak idealnie jak na fotografii i wtedy wielki zawód, że niby robiłam wszystko wg przepisu a się nie udało :)

    • Joanna Gliniecka

      Dla mnie brak zdjęć jest takim elementem nawiązania do tradycyjnych, starych książek kucharskich, takich jak księgi mojej babci czy teściowej… to po pierwsze.
      Po drugie własnie ten brak zdjęć wyróżnia tą pozycję od innych, na pewno trochę też porusza wyobraźnię.
      Po trzecie – stylizacja zdjęć i współczesne formy dekorowania są piękne. Ale wiele zwykłych kucharek amatorek (takich jak ja) nie jest w stanie aż tak ich wystylizować 😉

  • http://wilczkowyswiat.pl Wilczkowy Świat

    Nie widziałam tej pozycji, a bardzo lubię panią Puścikowską. Chyba sobie zamówię :)

    • Joanna Gliniecka

      jest :) ja swoją Wielokuchnię już “spersonalizowałam”. Pozaznaczałam jakieś uwagi, wpisałam przepisy, któresą ujęte w tekście (i nie są objęte spisem treści). Robiłam zapiekankę i placki.

      ps. Agata Puścikowska ma też fp na facebooku – Wielokuchnia https://www.facebook.com/wielokuchnia/?fref=ts

Close
Please support the site
By clicking any of these buttons you help our site to get better