Onkocelebryta i Doda Pendolino

Trzeba mieć dystans do siebie i humor, by tak mówić o sobie. Tego księdzu Kaczkowskiemu nie wolno odmówić. Trzeba mieć wielką siłę (ducha i organizmu), by na „pełnej petardzie” (przy tak trudnej chorobie i niepełnosprawności) tak działać. Robić wszystko, co się da, by ani jednej duszy nie stracić, a zyskać dla Pana. Ewangelizować i nieść chrześcijańską miłość (także tą opiekuńczo – paliatywną) do wielkiej rzeszy ludzi. Spowiada, udziela sakramentów, towarzyszy w godzinie śmierci i dba o modlitwę. Skromnie mówi, że za autorytet się nie uważa.

Księdza Jana nie poznałam bynajmniej przez jego działalność hospicyjną (jest dyrektorem hospicjum w pobliskim Pucku), a przez zbliżone zainteresowania jakie ma z moim mężem. Obaj są zachwyceni nauką Benedykta XVI oraz pięknem i bogactwem liturgii trydenckiej i tradycji katolickiej. Obaj mają też do tego pewien dystans. Ks. Jan Mszy w rycie trydenckim nie odprawia, bo uważa, że nie robiłby tego doskonale, a perfekcyjności od siebie wymaga. Latoroślowy tata na msze trydenckie nie chodzi (a chciałby), bo jeszcze nie czuje się do nich odpowiednio przygotowany. Też jest dokładny.

Obaj panowie nigdy się nie spotkali (choć dzieli ich 14 km), za to my (tzn. rodzice Latorośli) oglądamy materiały ks. Jana na Youtubie. Z wieloma rzeczami trudno mi się nie zgodzić, z niektórymi bym polemizowała (bynajmniej nie w sprawach niepodlegających dyskusji).

Kiedy ks. Jan niedawno pojawił się na promocji swej najnowszej książki w moim mieście, tłum był niesamowity. Nigdy biblioteka takiego oblężenia nie widziała. Można było zadawać księdzu Janowi pytania, ale stałam daleko od mikrofonu i jak chciałam podejść, ciągle ktoś był przede mną. Tempus fugit. Czas na zadawanie pytań minął.Potem chwila na podpisywanie książek (a ja musiałam lecieć kąpac i usypiać Latorośle).

Obie książki przeczytałam teraz – w czasie wakacji, dzięki zaprzyjaźnionym czytelnikom bloga, którzy mi je pożyczyli (bardzo dziękuję). Obie pochłonęłam jednym tchem (2 wieczory, trochę dnia i jeden poranek na dwie książki). Co mogę Wam o nich powiedzieć?

Pierwsza, „Szału nie ma jest rak” (rozmowa ks. Jana Kaczkowskiego z Katarzyną Jabłońską)ks kaczkowski szału nie ma

Absolutnie nie jest to książka na dobranoc. Ksiądz Jan mówi w niej o prozie życia. Tej trudnej – człowieka chorego i obcującego z chorymi i ich rodzinami. Mówi, jak wygląda praca hospicjum i jak dokładnie biologicznie wygląda śmierć. Do tego dokłada trochę bioetyki i teologii moralnej. Jest mowa o śpiączce farmakologicznej, podaniu zbyt dużej dawki leku i czym to się różni od eutanazji i zabójstwa. Kawa na ławę. Nie ma zmiłuj.  Nie ma owijania w bawełnę.

Druga- „Życie na pełnej petardzie czyli wiara, polędwica i miłość” (znów rozmowa- Ks. Jan Kaczkowski i Piotr Żyłka)

ks Kaczkowski petarda

Choć początki jej powstania zbiegają się z kolejną niepomyślną diagnozą, to „Życie na pełnej petardzie” to książka, gdzie do ks. Jana wraca humor. Książka wręcz miejscami tętni humorem.  Nie ukrywam, że kilka rzeczy się pokrywa z pierwszą publikacją. Wiele z nich poruszał też na spotkaniu autorskim. Sporo tu bioetyki. Ksiądz mówi o dylematach moralnych, eutanazji, In vitro, homoseksualizmie, aborcji, nieczystości, śmierci.

Są elementy biograficzne. Ksiądz Jan nawiązuje  do swojego nawrócenia, powołania, seminarium. Nie oczekuje spektakularnych cudów (i nie przepada za słuchaniem spektakularnych świadectw), choć  uważa, że są mile widziane. Nie błaga o nie i ich nie żąda i to samo mówi rodzinom swoich odchodzących pacjentów. Jak sam mówi, nawet osoby wskrzeszone przez Jezusa kiedyś umarły. Kategoryzuje grzechy nigdy nie potępiając grzesznika.  Nawet gdy nie może udzielić rozgrzeszenia, to wymaga układania życia od tych spraw przeciw miłości, kolejno, krok po kroku, ku możliwości nawrócenia i uzdrowienia duszy.

Pisze też o swoich nieudanych planach (szkoła katolicka w Pucku, wcześniej nieprzyjęcie do zakonu Jezuitów) i o tym, na czym się koncentruje (hospicjum). Chce, by stworzone przez niego i nadzorowane było  jak najbardziej przyjazne,  domowe, a jak najmniej szpitalne. Dotyczy to architektury, wystroju i sposobów leczenia (kroplówkę można przecież podać na zewnątrz budynku, w ogrodzie) i podawania posiłków (często pacjenci wyniszczeni chemią na wiele nie mają ochoty, ale inne proste dania jedzą z apetytem). Bynajmniej nie jest to książka stricte hospicyjna.

Obie książki ks. Jana są bardzo dobre. Lżejsza, weselsza i dłuższa do czytania jest jednak „Petarda”. Polecam! Część dochodu ze sprzedaży książek wspiera puckie hospicjum.

Ps. Dlaczego onkocelebryta? Po części dla tego, że jest znany z tego, że jest chory na raka. Jeśli się jednak odniesie do celebry, celebransa, to ksiądz Jan chciałby być arcycelebrytą 😉

A Doda Pendolino? To określenie, którym nazwał się na spotkaniu autorskim (wcześniej miał siebie za Dodę powiatu, ale odkąd jest rozpoznawany w pociągu do Warszawy, wymyślił to).

Close
Please support the site
By clicking any of these buttons you help our site to get better