O “Gruncie pod nogami”

Nie tak dawno Internet obiegła prośba o modlitwę w intencji  ks. Jana Kaczkowskiego. Zbiegło się to w czasie, gdy akurat na kanapie leżała jego najnowsza książka i czekała na przeczytanie. Przeczytałam jednym tchem. Oto moje przemyślenia.

Ks Jan to osoba niezwykle barwna, z talentem  oratorskim. Kto słucha na Youtube księdza Jana, ten wie, że ma on charakterystyczny humor. Dyktuje swoje książki (moja recenzja poprzednich książek tu), działa jako kaznodzieja, bioetyk, dyrektor Puckiego Hospicjum i … choruje. To o czym mówi, pisze, zna z każdej strony:  z medycznej, z autopsji, i z teologicznej, stąd też jego słowa mają takie niejednokrotnie dosadne brzmienie.  Z własnej choroby robi sobie żarty, choć wie, że „gorzej wylosować się nie dało” i że to „kawał biologicznego chamstwa’, nie chce być ‘brazylijskim wyciskaczem łez”. Wie, że by wyleczyć go z glejaka, należałoby usunąć cały mózg. „To byłoby raczej mało komfortowe”.

„Grunt pod nogami” nie jest jednak absolutnie opisem choroby ks. Jana. To homilie przez niego wygłaszane w ostatnim czasie. Mi najbardziej podobało się to dotyczące Heroda. Są jednak inne, znacznie krótsze, z których wynotowałam sobie kilka myśli i podzielę się nimi z Wami stopniowo na Facebooku. Jest ich sporo, ale zapewniam, warto z nich czerpać. Jako, że książka jest zbiorem homilii wygłaszanych w różnym miejscu i czasie, do innych odbiorców, to niektóre myśli się powtarzają. Są jednak tak ważne i uniwersalne, że dobrze, iż pojawiają się w kilku miejscach, bo utrwalają się w pamięci.

W swych słowach poucza, by być transparentnym i uczciwym, także w sytuacjach granicznych, chorobie, niepokoju, depresji.  Mobilizuje do działania, działania duchowego. By nie zwalniać. By nie odpuszczać. By choćby małymi krokami walaczyć. By eliminować wielkie zło do zła i dalej małymi wychodzić na prostą. Za Benedyktem XVI przytacza prawo naturalne i wyraźnie mówi: dobro czyń, zła unikaj. Proste? Banalnie proste, a jednak niejednokrotnie tak trudne do zrobienia.

kaczkowski 3

Są też myśli biologiczne i bioetyczne.  Mówi, że jesteśmy biologią i Chrystus też nią był. Nigdy tak na Chrystusa człowieczeństwo nie patrzyłam.. przez pryzmat Jego DNA. Zwraca też uwagę na myśli o poczęciu człowieka i mówi, że nawet jeśli te dzielące się komórki nie są w pełni ukształtowanym człowiekiem, to na pewno są już osobą, a każdej osobie należy się szacunek i ochrona.

A teraz, kiedy wiem, że ksiądz Jan gorzej się czuje, więcej śpi i pewnie odprawia we własnym domu Eucharystię, słyszę te słowa, które znajdują się w książce:

„Bardzo proszę, abyście się za mnie modlili, żebym niczego na Panu Bogu nie wymuszał i żebym mógł umrzeć godnie, z klasą, bez jakichkolwiek wariactw. I żebym gdzieś na końcu, moralnie przede wszystkim, nie przywalił gębą w błoto. Oto bardzo proszę. Amen”

Mam nadzieję, że nie jest to pożegnanie z czytelnikami.

  • http://tygrysmamatuitatatu.blogspot.com/ tygrysimy

    Znam poprzednie książki, a ta czeka w kolejce. Chociaż nie wiem czy zachęcona Twoim wpisem nie sięgnę do niej w pierwszej kolejności.

    • Joanna Gliniecka

      ja zamówiłam sobie już kolejną książkę do czytania, ciekawe, czy dojdzie na weekend i czy ew. uda mi się ją przeczytać do Świąt;)

  • Magdalena Urbańska

    Czytałam “Petardę” ks.Jana. Miałam też okazję poznać Go osobiście – niestety w hospicjum, ale … jakim hospicjum! To nie umieralnia, ale miejsce pełne życia – właśnie dzięki ks.Janowi i ludziom, którzy żyją tak jak on – na pełnej petardzie. Dzięki za tę recenzję, też chętnie sięgnę po tę książkę. Warto czytać kogoś kto wie o czym mówi. I jak mówi tak żyje.

Close
Please support the site
By clicking any of these buttons you help our site to get better